niedziela, 10 stycznia 2016

Kup Pani rudzielca ...

Wiem. Nie było mnie tutaj już dobrą chwilę. Nie znaczy to jednak że poprzestałam lalkowania. W miarę na bieżąco staram się śledzić wasze blogi i czytać nowe wpisy. Przez święta trochę się rozleniwiłam ale już powoli wracam do szycia ponieważ w mojej kolekcji trafiło się nowych egzemplarzy wymagających odziania :). Mimo iż nie ma jeszcze połowy stycznia to trafiły już do mnie już cztery panienki po przejściach - trzy Baśki i jedna bezręka Monsterka zwana Spectrą.
Sceond Hand -  dla lalkowiczów jest to wręcz kopalnia skarbów. Na początku nie byłam przekonana do kupowania używanych lalek. Wolałam zdecydowanie te, które było nowe, nie były po przejściach, nie trzeba było ich naprawiać. Jednak mają one jeden minus: cena. I to właśnie zagoniło mnie do SH.
Któregoś ponurego październikowego dnia byłam  w mieście, które tak właściwie znałam  tylko z nazwy, ponieważ bywałam tam dosłownie na ruski rok.
Do autobusu powrotnego miałam sporo czasu a nie chciało mi się moknąć na deszczu więc urządziłam sobie rajd po okolicznych sklepach ale nie nastawiałam się na zakup czegokolwiek. Postanowiłam wstąpić do małego sklepu ukrytego za spożywczakiem, który z przystanku nie był dobrze widoczny.
Od razu w oczy rzucił mi się wielki karton stojący na ladzie z którego wystawała ruda czupryna tej oto panienki :)

W taki oto sposób Merida Waleczna z Disney Store trafiła do mojego domu. Kto z was nie przygarnąłby takiej uroczej istotki w dodatku za całe siedem złotych ? Pierwotnie w zestawie miała jeszcze między innymi buty, pelerynę, łuk i strzałę. Do mnie trafiła brudna, niestety tylko w poplamionej sukience i bez stopy. Kieckę udało mi się odeprać. Okazało się ze to był tusz do rzęs i po czarnych plamach nie ma śladu. Dużym zaskoczeniem były jej włosy, które wyglądały bardzo dobrze, jednak było w nich pełno kleju. Niestety po październikowych lokach, które zrobiłam po przybyciu niewiele już zostało więc fryz muszę jej zrobić jeszcze raz. Trwają prace nad wywabieniem markera z jej nosa i dłoni, które powinny zakończyć się sukcesem.
Merida pojawi się na blogu jeszcze kilka razy, jednak dopiero kiedy skończę ją naprawiać i szyć pelerynę ponieważ zasłużyła sobie na prawdziwą sesję w plenerze :)

Sindy Pedigree po reroocie ;)

Wzbraniałam się przed tą lalką, oj wzbraniałam. Na początku Sindy wcale mnie nie interesowały, jednak z biegiem czasu mój gust się odrobinę ...